Kolejną osobą, która zechciała podzielić się swoją śmiałą decyzją o emigracji do Wielkiej Brytanii, jest p. Danuta Marszałek, zamieszkała w Stourport-on-Severn. Stourport-on-Severn to miejscowość w Anglii Środkowej, gdzie od wielu lat mieszka Pani Danuta.

Przyjechała do Wielkiej Brytanii w 1960 roku. Jako młoda dziewczyna, razem ze swoją siostrą odbyła podróż, która była punktem zwrotnym w jej życiu. Tu wyszła za mąż i na stałe zakorzeniła się w nowym kraju.

- Z jakich stron Polski Pani pochodzi?

- Mieszkaliśmy w okolicach Łomży, w miejscowości Miastkowo. Kiedy ojciec wrócił z niewoli niemieckiej, przeprowadziliśmy się w 1946 roku do wioski Radosze w powiecie kętrzyńskim. Po wojnie Niemcy opuścili te tereny, rząd komunistyczny je zasiedlał, można było dostać ziemię za darmo. Ojciec wziął jej dużo - 27 hektarów, a także dom i budynki gospodarcze. Moja siostra Marianna mieszka tam do dziś.

- W 1960 roku wyemigrowała Pani z Polski do Anglii, czekał tu na Panią korespondencyjny przyszły mąż. Czy było to Wasze pierwsze spotkanie?

- Pierwsze po latach. Rodzice męża i moja mama byli sąsiadami w Polsce. Stąd przyszły mąż pamiętał mnie, ale jako małą dziewczynkę. Był ode mnie starszy o dziesięć lat. Kiedy miałam dwadzieścia dwa lata, a siostra dwadzieścia, razem przyjechałyśmy do Anglii. W Londynie na stacji miałyśmy się zgłosić do człowieka z biało-czerwoną opaską. Był to wcześniej „umówiony” znak rozpoznawczy. Kiedy podeszłam do mężczyzny w opasce, moja siostra powiedziała: „Nie, nie to nie ten, patrz, tam stoi Stefan”. Rozpoznałam przyszłego męża z otrzymanego wcześniej w liście zdjęcia. Przedstawił się nam i pojechaliśmy do miejscowości Wrexham w Walii, a stamtąd do małej wioski Marchwiel. W pobliżu był też szpital wojska polskiego w miejscowości Penley.

- W jaki sposób utrzymywaliście kontakt wcześniej, zanim doszło do Pani przyjazdu do Wielkiej Brytanii? Czy pisaliście do siebie listy?

- Ponad dwa lata pisaliśmy do siebie. Organizatorką naszej znajomości i wyjazdu była przyszła teściowa. Po II wojnie światowej wraz z synami dotarła do Walii, niestety bez męża, gdyż zmarł on na Syberii. Teściowa była osobą bardzo przedsiębiorczą. Myśląc o przyszłości synów, starała się, aby ich żonami zostały dziewczyny z Polski, a nie Angielki. Czas korespondencji był równocześnie okresem organizowania wyjazdu z kraju. Starania teściowej zostały utrudnione w Polsce. Ktoś doniósł do ambasady, że ja i siostra nie jesteśmy jej rodziną i nie mamy prawa do wyemigrowania. Odmówiono nam otrzymania paszportu. Jednak nie zniechęciło to matki męża, która na nowo zaczęła zabiegać o nasz przyjazd, co tym razem zakończyło się sukcesem.

Całość wywiadu można przeczytać na naszej zakładce Wspomnienia, opowieści i rozmowy.