W dniach od 12-18 września odbyła się długo wyczekiwana pielgrzymka do Włoch, w której brało udział kilkoro osób wraz z s. Katarzyną Daraż (odpowiedzialną za grupę z Aten). Pierwszego dnia wylądowaliśmy w Rzymie, by następnie udać się pociągiem do Asyżu. Tam dołączyliśmy do pielgrzymów z parafii św. Łukasza w Mrowli.

Następnego dnia udaliśmy się do miasta św. Franciszka i św. Klary, a następnie do Cascii, czyli miasta świętej Rity – patronki spraw trudnych i beznadziejnych. Kolejne dwa dni to Rzym i Watykan. Z bijącym sercem stanęliśmy na placu przed Bazyliką św. Piotra, która uznawana jest za największy kościół na świecie. Ma 187 metrów długości, a jej kopuła wznosi się na wysokość 119 m.

W tym właśnie miejscu bije serce chrześcijaństwa. Jest miejscem spoczynku papieży, z pierwszym ojcem kościoła – św. Piotrem i ostatnim, świętym, Janem Pawłem II. Tu też znajdują się najdoskonalsze dzieła sztuki, którymi artyści przez wieki sławili Boga. Następnie nasze kroki skierowały się do Katakumb św. Kaliksta

Nazajutrz nawiedziliśmy cztery bazyliki większe, których cechą charakterystyczną jest to, że posiadają w swoim wnętrzu tron papieski oraz ołtarz, zarezerwowany wyłącznie dla papieża czy też upoważnionych przez niego prałatów.

Pierwszą bazyliką, do której się udaliśmy, była Bazylika św. Pawła za Murami. Świątynia ta, według tradycji, jest miejscem pochówku Świętego Pawła.

Następnym miejscem, które odwiedziliśmy, była Bazylika św. Jana na Lateranie. W sanktuarium naprzeciwko Bazyliki św. Jana na Lateranie znajdują się Święte Schody - ta wyjątkowa relikwia została przywieziona do Rzymu przez św. Helenę. Pochodzą one z Pretorium, w którym urzędował w Jerozolimie Poncjusz Piłat. To właśnie po tych 33 stopniach Jezus był prowadzony na sąd. Pielgrzymi wchodzą po nich na kolanach, wspominając sąd Jezusa, a także Jego upadek na 11 stopniu. My tez dostąpiliśmy tego zaszczytu.

Być w Rzymie i nie widzieć Koloseum? Oczywiście jest to punkt obowiązkowy! Na własne oczy zobaczyliśmy pochodzący ze starożytności Amfiteatr Flawiuszów. Jest to ogromna budowla, gdzie niegdyś obywały się walki gladiatorów.

Kolejnym punktem, bez którego odwiedzenia nie można wyjechać z Rzymu, jest Forum Romanum, czyli ruiny najstarszego placu miejskiego w Rzymie. Znajdowały się tutaj świątynie rzymskich bogów, łuki triumfalne, kolumny i wiele innych.

Kolejnego dnia dotarliśmy do Monte Cassino – wzgórza we włoskich Apeninach, gdzie na szczycie znajduje się najstarsze opactwo benedyktyńskie. Miała miejsce tu słynna bitwa o Monte Cassino, w której uczestniczył II korpus polski pod wodzą generała Władysława Andersa. Nieopodal, na zboczu wzgórza, znajduje się polski cmentarz wojenny. Po Eucharystii za poległych żołnierzy wysłuchaliśmy w tamtejszym muzeum ciekawego wykładu dotyczącego bitwy. W drodze do Petralcini, podczas jazdy autokarem gromko roznosił się śpiew patriotycznych pieśni.

Wczesnym rankiem udaliśmy się do Neapolu – perły południowych Włoch, gdzie postęp cywilizacyjny zlewa się z ubóstwem widocznym na obrzeżach miasta. Pokłoniliśmy się relikwiom św. Januarego oraz mieliśmy szansę indywidualnej modlitwy przy grobie ks. Dolindo. Podczas godziny do własnej dyspozycji, mogliśmy podziwiać cudowne uliczki i kamienice, ucieszyć podniebienie pizzą neapolitana oraz lodami kasztanowymi. „Zobaczyć Neapol i umrzeć”- zaprzeczyć temu powiedzeniu nie można. Następnym punktem programu były Pompeje. Wspólna Eucharystia w Sanktuarium Matki Bożej Pompejańskiej oraz modlitwa różańcowa. W wolnym czasie niektórzy z nas udali się na wykopaliska - miasta pogrzebanego przez wulkan. Późnym wieczorem wróciliśmy już na ostatni nasz nocleg do Sana Severa. Następnego dnia pożegnaliśmy się z pielgrzymami z Mrowli i udaliśmy się w samodzielną powrotną drogę do Aten.

Ten czas był dla nas niesamowitym naładowaniem baterii duchowych poprzez codzienne obcowanie ze Słowem Bożym, możliwością uczestniczenia w Eucharystii i wspólnej modlitwie różańcowej czy śpiewaniem godzinek. Dla większości z nas było to pierwsze doświadczenie z Włochami i zapewne na długo pozostanie w naszych sercach. Po tej pielgrzymce i odwilży covidowej nasze apetyty na wspólne kolejne, dalsze pielgrzymowanie tylko się wzmogły. Bogu niech będą dzięki za tak piękny czas i tym którzy przyczynili się do tego aby było to realne: ks. Rafałowi Mosiorowi i s. Katarzynie Daraż.

Zdjęcia